Pojedynek dwóch “Lalek”

W polskiej kinematografii dojdzie w tym miesiącu do bezprecedensowej sytuacji. Dwóch różnych producentów planuje premierę filmu pod tytułem Lalka. Sensacja nie polega jednak na zbieżności tytułów, ale na tym, że obydwie premiery są ekranizacją powieści Bolesława Prusa po tym samym tytułem. Premiera kinowa zaplanowana na 30 września, a od 16 września na Netflixie można zobaczyć sześcioodcinkowy serial. Jest wiec pewne, że obydwie Lalki będą ze sobą mocno rywalizować.

Czy to marketingowa sztuczka?

Nie. Netflix znany jest w branży z tego, że długo nie ujawnia informacji o nowych produkcjach. Gdy więc w 2024 roku producent filmowy Gigant Films zapowiedział pełnometrażową adaptację powieści, prace nad przygotowaniem serialu w Netflixie były już ponoć zaawansowane. Nikt jednak nie zamierzał się wycofać i obydwie strony postanowiły realizować swój projekt.

Powieść

Lalka, jedno z największych osiągnieć polskiej literatury i arcydzieło 19 wiecznego realizmu, autorstwa Bolesława Prusa, ukazało się jako książka w roku 1890. Niderlandzkie wydanie, w tłumaczeniu Karola Lesmana pojawiło się w 2015 roku, zbierając w Holandii doskonale recenzje.

Książka to reporterski niemal obraz życia w Warszawie lat 1870-tych, uwzgledniający szeroką panoramę społeczną i historyczną. Główną osią powieści jest jednak miłość bogatego kupca, Stanisława Wokulskiego do o wiele mniej zamożnej, ale ustosunkowanej arystokratki, Izabeli Łęckiej. Historia ambicji i rozczarowań Wokulskiego daje pretekst do rozważań nad ścieraniem się tradycji i nowoczesności. Na poziome emocji to konflikt między romantyczną a pragmatyczną wizją świata.

Czym różnią się obydwie produkcje?

Przede wszystkim formatem. Ale też podejściem do materiału literackiego. O ile film kinowy jest wierną adaptacją powieści, o tyle serial znacznie odbiega od oryginalnego tekstu. I tu zaczynają się kontrowersje. W serialu zmieniono nie tylko losy bohaterów, ale też ich osobowości i klimat powieści. Twórcy tłumaczą, że dzięki temu historia będzie bardziej zrozumiała i bliższa współczesnemu widzowi. Tak więc eteryczna i nieco bezwładna Izabela Łęcka staje się pewną siebie, drapieżną kobieta, a z ekranu często padają wulgaryzmy, co z mieszczańską obyczajowością 19 wieku nie ma nic wspólnego. Po udostępnieniu zwiastuna  serialu w sieci zawrzało. Bo Lalka to czytany przez pokolenia, uwielbiany klasyk polskiej literatury, a ingerencja w jego treść dla wielu jest nie do zaakceptowania, bez względu na intencje.

W czym są podobne?

Obydwie produkcje imponują gwiazdorską obsadą. W kinie (reżyseria Maiciej Kawalski) zobaczymy między innymi Krystynę Jandę, Marcina Dobrocińskiego, Kamilę Urzędowską i Marka Kondrata, który dla roli subiekta Rzeckiego po wielu latach powrócił do aktorstwa (zobacz zwiastun). W serialu (reżyseria Paweł Maślona) wystąpią Sandra Drzymalska, Tomasz Schuchardt, Magdalena Cielecka i Piotr Adamczyk.  Obydwie Lalki zrealizowano z dużym rozmachem. Zdjęcia w jak najbardziej autentycznych lokalizacjach, setki statystów i setki historycznie wiernych kostiumów przygotowanych z udziałem znanych polskich projektantów mody. Przy wersji kinowej pracował Tomasz Ossoliński i Gosia Baczyńska, W Netflixie nad kostiumami czuwała znana scenografka i projektantka kostiumów, Dorota Roqueplo.

W szerszej perspektywie

Powieść Prusa ekranizowano w przeszłości dwukrotnie. W 1968 roku powstał film pełnometrażowy w reżyserii Jerzego Hassa, a w 1977 serial telewizyjny reżyserowany przez Ryszarda Bera, z niezapomnianą muzyką Andrzeja Kurylewicza.

Która z najnowszych produkcji Lalki okaże się większym sukcesem przekonamy się w ciągu najbliższych tygodni. Niezależnie jednak od wyniku tej rywalizacji, na pewno warto sięgnąć po samą powieść, która barwnie opisuje ludzkie emocje, zaskakująco aktualne dylematy społeczne i miasto, jakim była Warszawa 150 lat temu.

Monika Gimblett
zdjęcie: Netflix / Michał Klusek